AK Archidiecezji Lwowskiej. Cicho jedziesz, dalej będziesz.

To popularne rosyjskie powiedzenie znają także na Ukrainie. Wydaje się, że taktykę podstępu i posuwania się krok po kroku, wybrał Putin. I chce zajechać jak najdalej.

A sprawy toczą się bardzo szybko, wręcz z dnia na dzień. Trudno o opis rzeczywistości, bez narażenia się na jego nieaktualność jutro. Każdego dnia wsłuchując się i wpatrując w środki społecznego przekazu, pełne informacji i komentarzy, można uczestniczyć swoimi emocjami i obawami w rzeczywistości, która wydaje się być bardzo blisko.

Jest już po majdanie. I jakby już się o nim zapomniało, a przecież tam się zaczęło to, co jest dzisiaj ? konsekwencje, i to nie tylko ukraińskie. Zwykli ludzie są mocno zmęczeni obserwowaniem sytuacji na rubieżach, chociaż ona ich tak mocno dotyczy. Chcieliby żyć przede wszystkim normalnie. I dlatego zapewne, wbrew wszystkiemu mrówki i wszelki interes, nieustannie i bez przerwy przekraczają w jedną i drugą stronę pieszą i samochodową wschodnią granicę Polski.

W sposób oczywisty obawy powodują, że Ukraina traci turystycznie. Na granicy nie widać autokarów z Polski, które o tej porze roku pojawiały się już gromadnie. Brak indywidualnych turystów chętnych nawet na jednodniowe zwiedzanie Lwowa.

Po czarnym czwartku ale i długo później, aż do dzisiaj, widoczna jest niemoc nowej władzy, nie tylko wojskowa (z Krymu wraca do kraju tylko ok. 25% żołnierzy z rodzinami) ale także służb porządkowych. Milicja nieobecna na ulicach, jakby struktury państwa wyjechały daleko ? wyraźne bezhołowie, atmosfera wyczekiwania i obniżone poczucie bezpieczeństwa. Widać, że wielu próbuje zorientować się w politycznej koniunkturze, aby gdy przyjdzie czas, znaleźć się po właściwej stronie. To szokuje, ale chyba tym można sobie tłumaczyć, choć nie usprawiedliwić, pojawiające się tu i ówdzie, nawet na posterunkach milicji, banderowskie flagi.

Dzisiaj oczekiwanie na to, co dalej ? bo nikt nie wie, jakie są rzeczywiste zamiary przeciwnika, który wydaje się pamiętać: cicho jedziesz, dalej będziesz. Państwo stać często tylko na apel o pomoc, a to adresowany do własnych obywateli (sms-y, zbiórki żywności dla wojska), a to do struktur międzynarodowych. Przykre, jak rząd trzymał w niepewności swych krymskich żołnierzy ? ale jak tu rozkazywać, skoro większość przeszła na rosyjską stronę, jak wyjść z sytuacji aby nie stracić twarzy? Domagać się uznania terytorialnej zwartości granic, choć wiadomo, że Krym będzie stracony.

Czy niebieska sotnia (setka tych, którzy zginęli na majdanie) będzie jakimś mitem założycielskim? Do Kijowa na majdan jedzie dzisiaj wielu zobaczyć to miejsce i dotknąć atmosfery bezprzykładnego bohaterstwa młodych ludzi. Wielu z nich zgłosiło się do nowo formowanej Gwardii Narodowej. Przyszłość może przynieść jeszcze nowe, nieznane dziś sytuacje, a aktualne zapotrzebowanie na odwołania do historii spełniają oczekiwania jedynie pewnych części społeczeństwa. Potrzeba byłoby dotrzeć do istoty ukraińskiego problemu.

Przeszłość już zaskoczyła swoją obecnością ? ta postsowiecka przede wszystkim. Paszport zagraniczny ma ponoć w Rosji tylko 10% obywateli. Dlatego Putin otrzymuje paliwo od swoich obywateli, i wie, że powracanie do zwycięstwa w wojny ojczyźnianej, do nostalgii za ZSRR, odnajdzie wielu zwolenników. I pewnie dzisiaj wygrałby demokratyczne wybory, bo jawi się jako gwarant zachowania porządku wynikłego z tamtego zwycięstwa. Stąd częścią jego opowieści jest i to, że im bardziej na Zachód, tym więcej faszystów i banderowców. Wystarczy zatem jakakolwiek prowokacja aby upominać się o swoich obywateli lub sobie należne miejsce. Dlatego strzałem w stopę ledwo co powstałego nowego rządu w Kijowie, było parafowanie uchwały o jedynym języku urzędowym, ukraińskim. To wygląda jak dywersja.

Dokąd więc zmierza to wszystko? Niektórzy uciekają w stronę różnych przepowiedni. Ale mylą się, podobnie jak pomylił się Fukuyama i … uśpił społeczeństwa Zachodu. Niestety, w historii ludzkości wciąż pojawiają się chore umysły i idee. Czy jednak jest coś, co pokazuje przyczyny i może pomóc przewidzieć skutki? Tak, to historia i ekonomia.

Na Ukrainie największym wrogiem była, jest i długo jeszcze będzie, korupcja. Społeczeństwo ukraińskie sprywatyzowało prawie wszystko, i to tak dalece, że trudno wyobrazić sobie inne standardy. Stopień nieufności do rządzących jest olbrzymi. Narasta on także wobec nowo rządzących, spośród których juz wskazywano w ukraińskich mediach na przykłady dwóch nowych notabli, którzy zatroszczyli się o korzyści uzyskane z tytułu piastowanych stanowisk. Dlatego Ukraińcy są gotowi umierać za ojczyznę, ale nie za władzę. Skądinąd władzą, w warunkach normalnie demokratycznie działającego państwa, trzeba się dzielić, a tego nie było od kogo się uczyć. Gospodarka będzie długo jeszcze wołała o pomoc, i tym samym zmuszała do oligarchicznych i obcych uzależnień.

A historia? Wydaje się, że jest jedna szansa! Odwołanie się do chrześcijańskich korzeni Ukrainy. I nie chodzi o instrumentalne wykorzystywanie ewangelicznych treści dla jedynie słusznych idei nacjonalistycznych ale o podstawowe głoszenie Ewangelii! Bo ona daje właściwą aksjologię dla społecznego życia. Stąd będą budziły uzasadniony niepokój wypowiedzi szczególnie takich duchownych, którzy jak choćby z majdanowej trybuny, odwoływać się będą do odwetu i kary z tytułu racji jednej strony ? z takiej mąki chleba nie będzie.

Marzyłoby się coś w rodzaju stanów zjednoczonych Europy wschodniej, gdzie władza, ta na Kremlu i w Kijowie, nie boi się zrozumienia dla potrzeb i należnych praw, dotyczących, także własności, grupy narodowościowych czy religijnych. To wynika z chrześcijańskich korzeni europejskich, i to byłoby jakieś światełko w tunelu. O to warto się modlić i to promować.

ks. Jacek Uliasz
foto.: E. Kaczmarek

 

ks. JacekKs. dr Jacek Uljasz jest dyrektorem Instytutu Teologicznego im. św. abpa Józefa Bilczewskiego Archidiecezji Lwowskiej obrządku łacińskiego, a także asystentem kościelnym odrodzonej Akcji Katolickiej w tej samej archidiecezji.